Tak jak Nowy Jork ma swój ukochany Park Centralny, tak Chicago może się poszczycić Parkiem Milenijnym. Mój sentyment do Central Parku jest naturalną konsekwencją wynikającą z niezliczonej ilości spacerów, którymi przemierzyłam go wzdłuż i wszerz o każdej porze roku, z zawsze tym samym przekonaniem, że jest to miejsce magiczne. Central Park na zawsze pozostanie w moim sercu i ma tam ugruntowaną pozycję co jednak nie podważa mojego przekonania, że to właśnie park w Chicago jest idealnym połączeniem wszystkich elementów, których zawsze szukam w przestrzeni publicznej. Patrząc na Millennium Park dzisiaj, miejsce uhonorowane wieloma nagrodami, w którym cząstkę siebie pozostawili tacy mistrzowie, świata sztuki i architektury jak Frank Gehry, Renzo Piano, Anish Kapoor, Jaume Plesna, czy też mój uwielbiony architekt ogrodów Piet Oudolf, trudno sobie wyobrazić, że jeszcze do 1997 roku ten teren był przemysłowym nieużytkiem. Od 1850 roku w rękach Illinois Central Railroad (ang. Kolej Centralna w Illinois) dzisiejszy park pokryty był pajęczyną torów kolejowych i po części okupowany przez parking samochodowy, a mówimy o pierwszorzędnej lokalizacji w centrum miasta, nad wybrzeżem Jeziora Michigan. Oddany mieszkańcom do użytku publicznego w 2004 roku Millennium Park jest zaledwie cząstka znacznie większego kompleksu parkowego jakim jest park miejski Grant Park, ale to właśnie ten skrawek wymieniany jest we wszystkich przewodnikach turystycznych i to on przyciąga 25 milionów odwiedzających rocznie. W 2017 park został uznany za jedną z 10 głównych atrakcji turystycznych w całych Stanach Zjednoczonych i był główną atrakcją Chicago, co w mieście przepełnionym perłami architektury nie jest łatwe do osiągnięcia. Na fenomen tego unikatowego miejsca składa się wiele elementów, które mogłyby stać się przykładem do naśladowanie przez inne miasta na całym świecie, oczywiście adaptowane w skali, na które dana przestrzeń pozwala. Jednym z nich może być fakt, że Millennium Park, pod którym znajduje się parking i kolej uznany jest za jeden z największych na świecie ogrodów na dachu. Kiedy myślimy park to w naturalny sposób większości z nas staje przed oczami przestrzeń oparta na pewnym układzie alejek z ławkami, zatopiona w zieleni mniej lub bardziej zagospodarowanej, najczęściej jednak skupionej wokół drzew i krzewów. Zdarzy się jakaś otwarta przestrzeń z trawą, na której można poleżeć, może fontanna z napisem nie dotykać, nie kąpać się i nie pić wody. Może plac zabaw miejmy nadzieje bardziej kreatywny i wybiegający dalej w przyszłość niż metalowy muchomor zapamiętany z dzieciństwa. Twórcy Parku Milenijnego postawili na bardziej ambitny projekt i chwała im za to, niż samo przebywanie na powietrzu. Park miał otworzyć miasto na przyszłość, miał być nowoczesny i interaktywny, miał inspirować i wychodzić naprzód. Miał zbliżać odwiedzających do wielkiej architektury i do wielkiej sztuki zaadaptowanej do potrzeb parku w sposób łatwo przyswajalny. To co zafascynowało mnie w tej przestrzeni to widoczne podjęcie ryzyka. Chylę czoła przed wszystkimi tymi, którzy nie bali się podjąć tego wyzwania i zainwestowali w sztukę i architekturę wychodzącą poza wszelkie dotychczasowe “parkowe” standardy. W efekcie tych starań na powierzchni 24,5 akra (9 hektarów) powstał park z bogatą ilością elementów sztuki i architektury, które mogą zachwycać, ale i zaskakiwać. Zwiedzanie tego miejsca jest fantastyczną przygodą dla każdego, dla dzieci i dorosłych, dla miłośników natury, sportu, lub muzyki, jak również dla koneserów sztuki i architektury. Abstrahując od tego, że park został zaprojektowany bez ograniczeń i terenowych utrudnień dzięki czemu jest całkowicie dostępny dla niepełnosprawnych to najważniejsze wydaje się być, że jest to park, który naprawdę nie wyklucza nikogo i daje radość wszystkim. Myślę, że przewagę w przestrzeni publicznej zyskują miejsca, w których nie tylko możemy przebywać, ale te, których możemy doświadczać. W tym sensie Millennium Park jest ogromnym sukcesem. ![]() Jedną z kluczowych atrakcji parku, najczęściej fotografowaną i trafiającą na większość widokówek z “Wietrznego Miasta” jest Cloud Gate (od ang. cloud- chmura, gate- brama) . Rzeźbę zaprojektował dla parku brytyjski artysta, hinduskiego pochodzenia Sir Anish Kapoor a jego inspiracją była płynna rtęć. Wykonana jest ze 168 płyt stali nierdzewnej zespawanych ze sobą i wypolerowanych tak aby żadne z łączeń nie było widoczne. W efekcie powstała lustrzana powierzchnia odbijająca zniekształconą poprzez eliptyczny kształt rzeźby panoramę miasta. Trzy czwarte powierzchni rzeźby odbija obraz nieba, sama rzeźba staje się więc bramą, pomostem dla przestrzeni pomiędzy niebem a oglądającym. W świecie sztuki Kapoor znany jest jako artysta, którego dzieła często mają na celu zamazanie granicy pomiędzy tym co ograniczone a tym co bezkresne. Pomimo że jest to dzieło sztuki uznanego na świecie twórcy, to rzeźba jest całkowicie dostępna dla odwiedzających i można jej w pełni doświadczać. Ze względu na charakterystyczny kształt potocznie rzeźba nazywana jest też The Bean (ang. fasola). Cloud Gate była pierwszym plenerowym zleceniem, które artysta wykonał w Stanach Zjednoczonych i uważa się, że właśnie z nią jest on tam głównie kojarzony. W swojej sztuce Kapoor często odnosi się do zasad hinduizmu: “doświadczenie przeciwieństw pozwala na wyrażenie całości.” Najbardziej interaktywną atrakcją parku i zarazem największą uciechą dla dzieci jest fontanna Crown Fountain ("Crown", w tym przypadku od nazwiska sponsora a nie od korony). Kiedy pomysłodawcy parku zapragnęli w nim elementu wody, to mając na uwadze tło, w którym miała powstać fontanna, szukali czegoś równie unikatowego. Fontannę dla parku zaprojektował hiszpański artysta Jaume Plesna. Motywem przewodnim w sztuce Plesny często jest dualizm. Artysta wykorzystał go również w tym projekcie. Fontanna składa się z dwóch bloków szklanych o wysokości 15 metrów ustawionych na przeciwko siebie i połączonych lustrem wody o granitowym podłożu. Szklane bryły skrywają ledowe ekrany na których wyświetlany jest film nagranych wcześniej twarzy prawdziwych mieszkańców Chicago. Powstaje efekt, w którym ma się wrażenie, że bryły prowadzą ze sobą swoisty dialog. Moment na który czekają nie tylko dzieci to ten, w którym twarze marszczą się i układają usta jak do pocałunku po czym wylewa się z nich strumień wody, 30 sekundowy strumień zakończony jest uśmiechem sfilmowanej twarzy. Ponieważ zimowe temperatury w Chicago nie pozwalają na całoroczne funkcjonowanie fontanny, zamierzeniem artysty było stworzenie dzieła atrakcyjnego wizualnie nawet kiedy nie tryska wodą. Najbardziej spektakularną częścią parku jest muszla koncertowa zaprojektowana przez światowej sławy architekta Franka Gehry. Nawiązująca stylem do jego największych dzieł jak Muzeum Guggenheim’a w Bilbao czy Walt Disney Concert Hall w Los Angeles, została zaprojektowana w oparciu o arkusze przypominające kształtem wstążki. Wykorzystanym materiałem jest aluminium z zewnętrzną warstwą wykończoną szczotkowaną stalą nierdzewną. Od nazwiska rodziny, która była głównym fundatorem, muszla otrzymała nazwę Jay Pritzker Pavilion. Odbywających się w niej koncertów może wysłuchać 11,000 pasjonatów jednocześnie z czego 4,000 to miejsca siedzące a 7,000 korzysta z uroków otaczającej trawy. System akustyczny muszli został zaprojektowany aby oddać jakość dźwięku tak wysoką, jakiej doświadczają słuchacze w profesjonalnych, wewnętrznych salach koncertowych. Projekt architekta dopełnia zaprojektowana przez niego kładka dla pieszych zawieszona nad drogą szybkiego ruchu Columbus Drive przecinającą Grant Park. Oprócz swojego niepospolitego kształtu została zaprojektowana w sposób umożliwiający korzystanie z niej przez niepełnosprawnych. Jej dodatkową funkcją jest tłumienie dźwięku dobiegającego do muszli koncertowej z autostrady. Mottem Chicago jest łacińskie “Urbs in Horto” (“Miasto w Ogrodzie”) i to właśnie w uznaniu dla "Wietrznego Miasta” i tego przesłania powstała chyba najbardziej refleksyjna część parku jaką jest jego ogród. Lurie Garden nazwany od nazwiska jego fundatorki Ann Lurie (ang. Ogród Lurie) obejmuje powierzchnię 2,5 akra (1 hektar). Jednym z jego twórców jest Piet Oudolf, architekt ogrodów holenderskiego pochodzenia, ten sam, który dla Nowego Jorku stworzył park zawieszony na estakadzie kolejowej High Line. Projekt ogrodu i jego koncept jest hołdem dla transformacji miasta począwszy od czasów kiedy było ono tylko płaskimi moczarami do momentu kiedy stało się zwiastunem inwestowania w tereny zielone. W tomiku poezji z 1914 roku Carl Sandburg w swoim wierszu zatytułowanym Chicago utożsamia je z miastem o wielkich ramionach. Posługując się tą alegorią w parku powstał okalający go od dwóch stron żywopłot o wysokości 15 stóp będący fizyczną prezentacją słów poety. Koncept Lurie Garden łączy w sobie nie tylko historię i przyszłość miasta ale również jego unikatową kulturę, której nośnikiem są mieszkańcy pochodzący ze wszystkich stron świata. Nie ma nic złego w przekonaniu, że do roli projektanta należy decyzja o kolorze szafek w kuchni czy kafelek w łazience, wzór podusi na sofie może również być dla kogoś sprawą priorytetową i pomimo, że się z tym przekonaniem nie identyfikuję to w pełni je akceptuję. Lata spędzone na projektowaniu wykształciły we mnie poczucie dystansu i pewnego rodzaju empatii dla bardzo różniących się potrzeb. Uważam jednak, że projektanci a w szczególności architekci i urbaniści mają zadanie znacznie wznioślejsze. Jeżeli nazwę to obowiązkiem ulepszania świata to mogę zabrzmieć jak propagator ckliwej idei, pewnego rodzaju cliché, a jednak chciałabym widzieć tę koncepcję nie przez różowe okulary, ale spojrzeć na nią z trzeźwą oceną tego co jest ważne w otaczającym nas świecie, traktując problem globalnie a nie jednostkowo. Ogromną uwagę skupiamy na dbaniu o nasze “prywatne gniazdka” i pielęgnujemy idee zagospodarowania naszej przestrzeni prywatnej, ale jeżeli zastanowimy się nad naszym życiem codziennym to nie dokonamy żadnego wielkiego odkrycia dochodząc do wniosku, że większość czasu spędzamy poza domem. Myślę, że nie tylko jako społeczeństwo danego kraju ale jako mieszkańcy tej planety mamy nie tylko prawo a wręcz obowiązek stawiania wymogów i standardów dla przestrzeni publicznej. Jest we mnie niezgoda na bylejakość. Nie chcę żeby w poczekalni urzędu sto warstw farby złaziło z parapetu na moich oczach, nie chcę siedzieć tam 20 minut patrząc na lamperię w kolorze Kermita, nie chcę tachać walizki po schodach na peron, nie chcę żeby firanka w przedziale śmierdziała kiełbasą. Równocześnie, nie chcę też żeby wszystko było śliczne. Chcę, żeby było proste i nie wymagało komentarza, nie narzucało się. Chcę żeby parki były, BYŁY, powiem to z dużej litery bo boję się, że za chwilę zginiemy wszyscy pod koparkami kolejnych deweloperów zabierających nam przestrzeń publiczną. Jeżeli uda się nam zdobywać przestrzeń dla parków, to chcę żeby były inspirujące. Chcę żeby dawały energię i radość. To nie jest wymysł zblazowanej świadomości, to jest prawo, prawo nas wszystkich do życia w lepszym, nie ładniejszym ale porządniejszym świecie. To jest to podstawowe przesłanie pracy architektów, projektantów, urbanistów, architektów ogrodów, dbanie o to abyśmy jako mieszkańcy tej planety nie czuli się dobrze tylko za swoimi ogrodzeniami, zasłonięci tujami, ale byli szczęśliwi wychodząc poza granice swojej prywatności do przestrzeni publicznej.
0 Comments
|
AutorKarolina Hrabczak Duda Archiwa
May 2019
|