![]() Powiedzieć, że w okresie świątecznym Nowy Jork zamienia się w “rozświetloną krainę czarów” jest, nie w pewnym sensie, ale zdecydowanie niedomówieniem. Widok miasta, które na co dzień mieni się milionami iskrzących świateł i z oddali wygląda jak perfekcyjnie skrojony kostium Liberace, a którego iluminacja w okresie Bożego Narodzenia nabiera takiego natężenia, że faktycznie przez te kilka tygodni mamy poczucie zawieszenia w świecie magii. To niezapomniane wspomnienie trwa w nas, aż do kolejnego sezonu świątecznego. Można mieć wiele negatywnych skojarzeń związanych z obfitością jakie Nowy Jork serwuje odwiedzającym i miejscowym w tym czasie. Jest przecież wzmożony ruch uliczny, miliony turystów depczących po sobie, jakby miasto nie miało ich pod dostatkiem w ciągu całego roku. Tylko w samym okresie pomiędzy Świętem Dziękczynienia a Nowym Rokiem odwiedza je około 5 milionów przybyszy. Znajdą się więc malkontenci, którzy obliczą ilu biednym można by pomóc za pieniądze wydane na nadmierny przepych dekoracji, no i oczywiście wszyscy, którym żal jest drzewek ściętych tylko z tej okazji. Ta magia świąt ma swoje blaski i cienie. Dla mieszkańców ten napływ odwiedzających jest, tak naprawdę nieznośny. Ludzie praktycznie stoją sobie na głowie, żeby zobaczyć słynne wystawy domów towarowych przy Piątej Aleji. Recepcje hotelowe radzą, żeby udać się tam o świcie albo późno wieczorem i na pewno nie w weekend. Stojąc w kolejce po bilet na lodowisko przy Rockefeller Center pewnie w końcu zrezygnujemy na korzyść grzanego wina aby móc uspokoić skołatane nerwy i chęć zamordowania każdego kto jeszcze raz nam nadepnie na stopę. ![]() Jeżeli jednak “White Christmas” słuchany miliardowy raz tego dnia nie zakłóci naszego wewnętrznego zen i uda się nam pokonać cierpienie przedzierania się przez tłum, to kiedy staniemy chociaż na moment pod choinką sięgającą dwudziestu trzech metrów wysokości, ozdobioną przez ośmiokilometrowy sznur 50,000 ledowych światełek, to nawet największy świąteczny maruda ulegnie magii tej chwili. Pierwsza choinka została postawiona i udekorowana na środkowym Manhattanie kiedy Rockefeller Center było jeszcze placem budowy. Był rok 1931 i w Nowym Jorku panowała przygnębiająca era Wielkiej Depresji. Drzewko ufundowali sami robotnicy budowlani a ich rodziny udekorowały je łańcuchami z żurawiny i papieru. Znalazły się na nim nawet metalowe puszki. Oficjalna choinka rozbłysnęła światełkami dwa lata później i od tamtego czasu jest tradycją powtarzaną każdego roku. Mówi się, że zapalenie światełek na choince pod Rockefeller Center, które oczywiście odbywa się z wielka pompą z udziałem tłumów i kamer telewizyjnych jest oficjalną datą rozpoczynającą okres świąteczny w mieście. Od 1936 roku choince towarzyszy lodowisko a w 1969 roku dekoracje dopełniło 12 rzeźb aniołów z drutu wykonanych przez artystkę Valerie Clarebout. Tegoroczna gwiazda wieńcząca czubek choinki wykonana jest z trzech milionów kryształów Swarovskiego a za jej projekt odpowiada światowej sławy architekt Daniel Libeskind. Kiedy 7 stycznia na choince zgasną lampki a miasto przejdzie w stan zimowej codzienności, drzewo znajdzie swoje drugie życie w postaci budulca domów dla najbiedniejszych. Od 2007 roku drewno z choinki jest przekazywane organizacji charytatywnej Habitat for Humanity. Jestem pewna, że podniesie się teraz niejedna brew ale tradycją świąteczną równie wiernie kultywowaną w Nowym Jorku co odwiedzanie szopek w krakowskich kościołach jest oglądanie wystaw domów towarowych które w tym okresie prześcigają się w kreatywności swoich dekoracji. ![]() Jest to tradycja nie tylko praktykowana przez turystów ale głównie przez miejscowych. Z pozoru banalne, ale dla domów towarowych takich jak Bergdorf Goodman, Macy’s , Lord & Taylor, Saks Fifth Avenue, Barneys i Bloomingdales w tym szczególnym czasie towar przechodzi na drugi plan a cała wystawa opiera się na opowiedzeniu wcześniej wybranej i precyzyjnie zaplanowanej fantastycznej historii. Tradycja dekorowania wystawy domu towarowego Macy’s sięga roku 1874. Całą dekoracją sklepu zajmuje się osobno do tego powołany dział i jest to praca całoroczna. Oprócz swojej cudacznej wystawy Saks Fifth Avenue również zachwyca pokazem światła i muzyki wyświetlanym na fasadzie swojego budynku vis-a-vis Rockefeller Center. Tę tradycję sklep zapoczątkował w 2004 roku kiedy 50 ogromnych śnieżynek rozświetliło ścianę budynku przy pomocy 70,000 ledów. Ten zadziwiający spektakl świetlny oglądały tłumy. Można powiedzieć, hmmmm, żadna to tradycja, ale święta składają się właśnie z tych niewielkich przyjemności. Z braku oczekiwań i z bycia razem. Tęsknię więc, za czasem, kiedy z moją siostrą cioteczną chodziłyśmy po świątecznych jarmarkach oglądając nikomu niepotrzebne przedmioty i ustanawiałyśmy własną tradycje. Przeciskałyśmy się przez duszny tłum trzymając się za ręce, żeby się nie zgubić bo musiałyśmy mieć selfie pod choinką. Wystawa w Bergdorf Goodman zawsze wzbudzała w nas takie same reakcje pełnego zachwytu i po tej rewii kreatywności grzane wino to już nie tradycja a obowiązek. W okresie świątecznym organizowane są autobusy wycieczkowe, które zabierają turystów z Manhattanu na Brooklyn. Mieszkańcy dzielnicy Dyker Heights słynną z dekoracji, do których pasuje tylko jedno chyba słowo: gargantuiczny i to jest pierwszy i zarazem ostatni mam nadzieję raz kiedy go używam. Wartość niejednej z nich oceniana jest na 10,000$. Tak, wiem, szokujące, ale prawdziwe. Ponieważ zawsze miałam problem z rzeczami, które trzeba i które muszę, tak też jest i u mnie z tradycją; pomocną dłonią więc, w kultywowaniu własnych, wynikających z wychowania stało się przyswajanie nowych, nabytych, zapożyczonych z innych kultur. Myślę, że kultywowanie tradycji tylko we własnym, najbliższym gronie i kiszenie je w ciasnym słoiku nie ma wielkiego sensu. Tradycja nabiera znaczenia wtedy, kiedy można się nią dzielić i kiedy potrafimy się otworzyć na tradycje innych kultur i adoptować z nich to co wydaje się nam piękne i potrzebne. Rozumiem punkt widzenia katolików patrzących ze zmarszczonym czołem znad żłóbka nowo narodzonego Jezusa jak ich drugie po Wielkanocy największe święto religijne uległo totalnej laicyzacji w świecie zachodnim. Rozumiem, że zasiadając do dwunastu potraw przy wigilijnym stole można mieć wątpliwości czy Holiday Party (ang. przyjęcie świąteczne) to jeszcze ciągle Boże Narodzenie. W jakimś sensie jest to fantastyczne zjawisko kiedy całe Stany Zjednoczone i wszystkie stolice Europejskie zamieniają się w tym czasie w rewię świateł a kontekst religijny schodzi na drugi plan. Jeżeli faktem jest, że religia tak często jest przyczyną podziałów, to w tym aspekcie tradycje zbudowane na bazie chrześcijaństwa i ewoluujące latami stały się elementem scalającym. Bo czym tak naprawdę jest Boże Narodzenie jak nie świętem pełnym miłości, a ta jest możliwa do celebrowania przez wszystkich. Według informacji przekazywanych przez Rockefeller Center ich sławna choinka miała zawsze na celu “ od początku być miejscem zgromadzeń i refleksji nad wydarzeniami w otaczającym świecie….”
Jeżeli takie faktycznie jest przesłanie to zadziwia fakt, że gałęzie tego wspaniałego i majestatycznego drzewa są w stanie udźwignąć to wszystko co dzieje się dzisiaj na naszej planecie. Pozostaje wiara, że duch świąt wzbudzi we wszystkich nie tylko szał zakupowy ale też empatię, tolerancję i miłość, czego nam wszystkim życzę.
0 Comments
|
AutorKarolina Hrabczak Duda Archiwa
May 2019
|