![]() Kiedy podróżowałam po Stanach Zjednoczonych zdałam sobie sprawę, że moja wizja Ameryki jest w ogromnej mierze ukształtowana przez niezliczoną ilość produkcji filmowych, powstałych w bajkowym świecie Hollywoodu a trafiających w najdalsze zakątki globu. Stąd też, wizja ta dość często przybierała formę wyidealizowanego romantyzmu, a zderzenie z rzeczywistością nierzadko zaskakiwało. Fakt, że służby parków narodowych Kalifornii były wiernym odzwierciedleniem bajek Disneya i tylko czekałam żeby Yogi i Boo-Boo dołączyli do pogadanki o zabezpieczeniu auta przed niedźwiedziami, tak Nowy Orlean nie potwierdzał tej reguły i okazał się zaprzeczeniem tego co w głowie namalowała mi wyobraźnia. Pakując się na spotkanie z największym miastem Luizjany miałam przed oczami mroczne kluby jazzowe, w których goście zatopieni w miękkie fotele wyścielane czerwonym aksamitem, wsłuchują się w muzykę dobiegającą z lekko podwyższonej sceny. Pary elegancko ubranych zakochanych kołyszą się na parkiecie w przymglonym świetle a zapach cygar miesza się z zapachem bourbonu przytrzymanym na chwilę w głębokim kryształowym kieliszku, lekko pocieranym w rytm dźwięków saksofonu. Pomimo, że Nowy Orlean jest niezaprzeczalną kolebką jazzu i takie miejsca faktycznie istnieją, to niestety są w mniejszości do wysypu mało wyszukanych barów, w których era świetności tego gatunku muzycznego została dawno zapomniana. Może ruszając na południe byłam nadmiernie przepełniona poczuciem tęsknoty za bezpowrotnie utraconą atmosferą Harlemu lat dwudziestych? Nie żebym była fanem prohibicji, ale kiedy nadzieja odnalezienia tamtego klimatu w Nowym Orleanie okazała się płonna to przyszedł moment zderzenia z rzeczywistością, że jednak film to tylko krótkotrwała wizja przeniesiona na ekran, po której zbyt często pozostaje tylko smutny karton po zjedzonym popcornie. Uroda podróżowania i naszej otwartości na nieoczekiwane tkwi w odnalezieniu czegoś nowego, jeżeli to czego szukaliśmy okazuje się nieosiągalne. Nowy Orlean nie rozczarował atmosferą przepełnioną muzyką graną na ulicy, roztańczonymi ludźmi pląsającymi praktycznie wszędzie, genialnym jedzeniem a przede wszystkim, jak w moim przypadku jest do przewidzenia, zachwytem nad unikatową architekturą. Nowy Orlean wziął swój początek w 1718 roku od francuskich kolonizatorów w miejscu, które dzisiaj jest znane na całym świecie jako French Quarter (and. Dzielnica Francuska, fran. Vieux Carre- Stara Dzielnica). Sercem najstarszej dzielnicy Nowego Orleanu jest Jackson Square, to od tego placu miasto rozrastało się do dzisiejszych rozmiarów najliczniej zaludnionego miasta w stanie Luizjana. Wystarczy powiedzieć, że większość turystów utożsamia French Quarter z całym Nowym Orleanem i odwiedzając miasto nie interesuje ich nic poza tym obszarem wiecznej rozrywki, o powierzchni 1,3 kilometra kwadratowego. To tak, jakby powiedzieć, że Kazimierz to cały Kraków...chociaż...może właśnie jesteśmy na tej drodze? Miejsce, w którym powstał zalążek Nowego Orleanu nie zostało wybrane przypadkowo. Jest to część miasta położona stosunkowo wysoko co w naturalny sposób chroni ją przed katastrofami, chociażby tak tragicznymi w skutkach jak huragan Katrina. Położenie miało również znaczenie ekonomiczne. Bliskość jeziora Pontchartrain zapewniała bezpieczniejszy skrót dla żeglugi niż rzeka Mississippi. W 1763 roku francuska kolonia została przekazana imperium hiszpańskiemu żeby ostatecznie w 1803 roku wraz z całą Luizjaną przejść na własność Stanów Zjednoczonych. Oryginalna drewniana zabudowa French Quarter została praktycznie doszczętnie strawiona przez dwa pożary, jeden w 1788 i drugi mniejszy w 1794 roku. Z okresu przed pożarami, we francuskim stylu kolonialnym zachował się jeden budynek pochodzący z 1750 roku, Ursuline Convent (ang. klasztor urszulanek). Pomimo że styl francuski pozostawał w modzie, to regulacje przeciwpożarowe wprowadzone przez kolonizatorów hiszpańskich miały ogromny wpływ na wygląd dzisiejszej dzielnicy. Za czasów hiszpańskich wprowadzono wymóg tynkowania ścian zewnętrznych oraz stosowania do pokrycia dachów łupku. W konsekwencji powstała unikatowa architektura, którą określa się jako styl Kreolski. Mieszanka wpływów architektury francuskiej i hiszpańskiej okraszona elementami architektury Karaibów ukształtowała turystyczną Mekkę Luizjany.
Mówiąc o architekturze Nowego Orleanu nie sposób nie wspomnieć o cmentarzach budowanych w stylu Europejskim. Ze względu na wysokie położenie lustra wód podziemnych w Nowym Orleanie nie chowa się zmarłych sześć stóp (1,5 m) pod ziemią, tak jak w innych rejonach Stanów Zjednoczonych, tylko buduje grobowce naziemne, bardziej charakterystyczne dla Starego Kontynentu.
0 Comments
|
AutorKarolina Hrabczak Duda Archiwa
May 2019
|